
Szkło, karty magnetyczne, ciągle na wpół rozbity ekspres do kawy i widok, który – jeśli przechylisz głowę i zignorujesz tory tramwajowe – niemal oddaje romantyzm starego miasta, to wszystko cechy krakowskiego biura, które znajduje się w tej dobrze znanej korporacyjnej nicości. Standardowy język firmy – efektywność, odporność i „dotrzymywanie terminów” – wciąż wyświetlał się na ekranach w holu w niedawne czwartkowe popołudnie, ale atmosfera na piętrze wydawała się inna, jakby ktoś rozpiął guzik w kołnierzyku i zapomniał o krawacie.
Eksperyment, w którym amerykańska firma testuje czterodniowy tydzień pracy w Krakowie, jest prosty do wyjaśnienia, ale zaskakująco trudny do wdrożenia. Termin „krótszy tydzień” jest używany w zdyscyplinowanym sensie – mniej dni, mniej spotkań, jaśniejsze priorytety i subtelne kulturowe przedefiniowanie tego, co stanowi zaangażowanie – a nie w romantycznym, europejskim sensie, który większość ludzi z nim kojarzy. Firma mogła wahać się z publicznym ogłoszeniem inicjatywy właśnie z tego powodu. W Krakowie reputacja rozprzestrzenia się szybciej niż komunikaty prasowe.
| Pozycja | Szczegóły |
|---|---|
| Miejsce | Kraków, Polska (silny ośrodek technologii i usług; liczne centra międzynarodowych firm) |
| Organizacja (opis) | Korporacja z siedzibą w USA z dużym biurem w Krakowie (nazwa nieujawniana w komunikacji wewnętrznej; pracownicy opisują styl jako „bardzo amerykański”) |
| Co jest testowane | Model czterodniowego tygodnia pracy (wariant skompresowany lub z redukcją godzin — zależnie od zespołu), z zasadami ograniczającymi spotkania w piątki |
| Dlaczego teraz | W Polsce rośnie presja na testowanie krótszych modeli pracy, m.in. w ramach rządowych pilotaży, które mają sprawdzić efekty w praktyce |
| Kontekst polityki publicznej | Pracodawcy w Polsce mogą ubiegać się o wsparcie w pilotażu skróconego czasu pracy — nawet do 1 mln PLN (limit 20 tys. PLN na uczestnika) |
| Kluczowe wymogi (zasady pilotażu) | Modele mają utrzymać wynagrodzenia/warunki pracy, obejmować znaczącą część załogi i nie „ratować” wyników redukcją zatrudnienia |
| Jedna autentyczna strona źródłowa | Warsaw Business Journal — opis pilotażu ministerialnego (po angielsku) |
Polska wydaje się idealnym miejscem na tego typu eksperyment. Z finansowaniem do 1 miliona złotych i limitem 20 000 złotych na pracownika, rząd eksperymentuje z modelami skróconego czasu pracy w ramach programu pilotażowego, który pozwala pracodawcom, zarówno publicznym, jak i prywatnym, testować różne rozwiązania. Zespoły HR podkreślają okres składania wniosków (14 sierpnia–15 września 2025 r.), ponieważ przekształca on niematerialną koncepcję w ostateczny termin. Wytyczne brzmią również jak ostrzeżenie: nie „rozwiązuj” problemów, zmniejszając zatrudnienie w sposób ukryty, angażuj znaczną część siły roboczej i zapobiegaj pogorszeniu płac i warunków pracy.
Jednak życie biznesowe rzadko jest spisane na papierze. Drobne, znaczące momenty ujawniają rzeczywistość czterodniowego tygodnia pracy w Krakowie: kierownicy projektów patrzą na zegarek, jakby czas stał się wrogim interesariuszem; Menedżerowie średniego szczebla przerabiają plany, aby dopasować je do pozornie normalnego tygodnia, ale bardziej napiętego; i pracownicy kłócący się w prywatnych wątkach na Slacku o to, co tak naprawdę oznacza „wolny” piątek, podczas gdy zespół w Kalifornii wciąż jest na nogach i zadowolony.
Pracownicy powiedzieli mi, że wewnętrzny przekaz firmy opiera się na dobrze znanej obietnicy: lepiej się skoncentruj, marnuj mniej czasu, a odzyskasz swój czas. Według cynicznej interpretacji to po prostu teatr produktywności z ładniejszym plakatem. Według bardziej liberalnej interpretacji, to dawno spóźnione uświadomienie sobie, jak wiele współczesnej pracy biurowej jest bezsensowne: spotkania, które powinny odbywać się za pośrednictwem poczty elektronicznej, e-maile, które powinny być decyzjami, i decyzje, które powinny zostać podjęte dwa tygodnie temu.
Konflikt między polskimi instynktami zawodowymi a amerykańskimi odruchami korporacyjnymi jest oczywisty. Koncepcja czterodniowego dnia pracy często wprowadza w Stanach Zjednoczonych nowe terminy, takie jak „dni bez spotkań”, „głębokie blokady w pracy” i „celowa regeneracja”. Język używany w Krakowie jest bardziej pragmatyczny, graniczący z podejrzliwością: Czy to wpłynie na premie? Kto zajmuje się sprawami klientów? Jak wygląda tydzień na koniec kwartału? Ludzie zachowują się jak dorośli, nie dramatyzują. Obserwują też coś niepokojącego: praca nie zawsze jest eliminowana przez kompresję czasu. Jedyne, co robi, to uświadamia organizacji swoje wartości.
Prawdziwy dramat rozgrywa się w środkowej warstwie zarządzania. Eksperyment może być chwalony przez kadrę zarządzającą. Odzyskany dzień – a przynajmniej odzyskany poranek – jest dostępny dla poszczególnych pracowników. Osoby, które przekształcają pięciodniowy rytm operacyjny w cztery dni bez popełniania błędów – i bez obwiniania się za nie – to menedżerowie. Mają nerwową energię zmiany bramek na lotnisku, gdy obserwujesz, jak żonglują kalendarzami: wszyscy się spieszą, zachowują się, jakby nic się nie działo, ale wiedzą, że tak nie jest.
Kwestia statusu to kolejna kwestia. W wielu biurach to ci, którzy mają uprawnienia do obrony elastyczności, czerpią z niej największe korzyści. Ostatecznie wszyscy inni udowadniają, że „zasługują” na to, będąc bardziej dostępnymi, bardziej responsywnymi i bardziej wdzięcznymi. Firma twierdzi, że stara się uniknąć tej pułapki, zniechęcając do piątkowych spotkań i wysyłania wiadomości. To, czy kultura przestrzega zasad, czy po prostu uczy się je omijać, jak woda wokół kamienia, wciąż pozostaje kwestią sporną.
Samo miasto Kraków wywiera subtelną presję. Kiedy wychodzisz z biura po zmroku, piękno miasta – nadrzeczna aleja, starożytne kamienie, wieczorne kawiarnie, w których buczy laptop – może wydawać się niemal oskarżycielskie. Tutaj czterodniowy tydzień pracy to coś więcej niż tylko zmiana harmonogramu; to wyzwanie, by żyć zgodnie z zaleceniami miasta. Z tego powodu pracownicy wydają się być bardzo zaniepokojeni. Dążą do czegoś więcej niż tylko odpoczynku. Chcą mieć poczucie, że praca nie pochłonie całego pozostałego im czasu w tym tygodniu.
Firma nauczy się mierzyć właściwe rzeczy i godzić się na kompromisy, nie odczuwając niepokoju, jeśli próba się powiedzie. Jeśli się nie powiedzie, najprawdopodobniej nastąpi to w bardzo nowoczesny sposób – nie poprzez wielkie ogłoszenie, ale poprzez stopniowy powrót do domyślnego założenia, że więcej godzin musi oznaczać większą wydajność, piątkowe telefony i wyjątki „tylko ten jeden raz”.
Kierunek polskiej polityki stworzył przestrzeń dla tych eksperymentów. Powstaje pytanie, czy amerykańska korporacja z siedzibą w Krakowie będzie w stanie wytrzymać próbę czasu, aby dowiedzieć się, na czym tak naprawdę polegają cztery dni rzeczywistej pracy.
