
Po pierwsze, ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że polski ekosystem celebrytów jest pełen opowieści o rodzinie i triumfach. Obydwa jednocześnie, najlepiej ze zdjęciami. Dlatego też, gdy nagłówki o wyjątkowo młodych dziadkach w polskim show-biznesie zaczęły się ponownie pojawiać, nie wydawało się to „wiadomością”.
Historie zawierały imiona, wiek, dumne podpisy i okazjonalne występy w studiu z wnukiem u boku. Zamiast tego opisywały powszechną narodową rozrywkę, która polegała na liczeniu lat, wykonywaniu obliczeń w pamięci, określaniu, kiedy jest „za wcześnie”, a następnie udawaniu, że to wszystko jest nieszkodliwą ciekawością.
| Bio / Najważniejsze informacje | Szczegóły |
|---|---|
| Temat | Najmłodsi dziadkowie w polskim show-biznesie oraz kontrowersje wokół wczesnego „dziadkowania” |
| Główny „burzowy” przypadek | Sebastian Zys (pseudonim Mr Sebii), piosenkarz disco polo opisywany jako dziadek po 30-tce; jego ogłoszenie wywołało falę komentarzy w sieci |
| Dlaczego wybuchła dyskusja | Rodzinny „timeline” (wnuk zbliżony wiekowo do najmłodszego dziecka artysty) stał się pretekstem do moralizowania, żartów i ostrych ocen |
| Inne przywoływane przykłady | W dyskusjach o wczesnym byciu dziadkiem/babcią przewijają się m.in. Piotr Świerczewski, który publicznie opowiadał o wnuczce |
| Gdzie toczy się rozmowa | Portale plotkarskie, serwisy celebryckie i media społecznościowe, gdzie rodzinne wydarzenia traktuje się jak publiczny „content” |
| Autentyczny link referencyjny | https://plejada.pl/newsy/najmlodsze-babcie-i-dziadkowie-show-biznesu-nie-tylko-eminem-i-piotr-swierczewski/cjjf6l1 |
Dopóki nie jest, brzmi to lekko. W szczególności jeden przypadek – muzyk disco polo Sebastian Zys, lepiej znany w internecie jako Mr. Sebii – zrobił to, co czasami robią historie celebrytów: przeszedł od dobrego samopoczucia do czegoś bardziej miażdżącego, a internet pełnił raczej rolę jury niż publiczności.
Według doniesień, został dziadkiem pod koniec 30. roku życia, świętując narodziny wnuka swojej 18-letniej córki i zwracając uwagę na to, jak dziwne jest to, że ciotka dziecka – najmłodsze dziecko Zysa – była od niego starsza zaledwie o kilka miesięcy. Drzewo genealogiczne, które samo się składało, było tym jednym szczegółem i paliwem napędowym.
Łatwo wyobrazić sobie tę scenę: dumna twarz, zbyt duże zbliżenie telefonu i słabe oświetlenie szpitalne, które sprawia, że wszyscy wydają się nieco wyblakli. To zdjęcie zazwyczaj wywołuje „gratulacje” i wzbudza sympatię. Jednak to przyciągnęło inny rodzaj uwagi – taki, który wiąże się z moralnym przekonaniem i sarkazmem.
Zamiast traktować ogłoszenie jako, powiedzmy, złożony kamień milowy w rodzinie, którego obcy ludzie tak naprawdę nie rozumieją, komentujący w co najmniej jednym podsumowaniu reakcji od razu rzucili się do gardła, uznając je za dowód upadku społecznego.
Wydaje się, że polska kultura internetowa wykształciła odruch wokół „wczesnego” rodzicielstwa i bycia dziadkami, który jest połączeniem performatywnego oburzenia, krytyki i fascynacji. Kiedy szczegóły nie pasują do spójnych, ambitnych założeń, ta sama publiczność, która wymaga od celebrytów autentyczności, jednocześnie ich za to karze.
Młody dziadek w show-biznesie, symbol kłótni, służy jako wygodny substytut dyskusji o klasie społecznej, edukacji, „patologii” i tym, kto zasługuje na szacunek. Celebryta nie ma większego znaczenia.
Jednak szersze zjawisko jest autentyczne i nie ogranicza się do jednego gatunku czy nagłówka. Polskie media rozrywkowe publikowały listy i galerie dziadków ze świata show-biznesu; niektórzy są „młodzi” według standardów kraju, w którym dziadkowie są zazwyczaj przedstawiani jako emerytowani i siwowłosi, podczas gdy inni są na tyle znani, że historia ich rodziny jest upubliczniana. W tym kontekście wspomniano na przykład Piotra Świerczewskiego, którego dumne wypowiedzi na temat wnuczki zostały odnotowane w mediach. Tam atmosfera jest inna, bardziej przyjazna i urocza niż skandaliczna.
Chodzi o ten kontrast. Nie każda historia o „młodej babci” wywołuje furorę; wydaje się, że to, jak widzowie postrzegają to, co sugeruje historia, decyduje o tym, jak bardzo są oburzeni.
Sytuacja bywa urocza i nieco zaskakująca, gdy były sportowiec występuje w popularnym programie tanecznym z wnuczką na widowni. Sytuacja szybko staje się osądzająca, gdy pojawia się nastoletnia córka, piosenkarka disco polo i zwrot akcji z różnicą wieku, który brzmi jak mem. Chociaż dosłowna matematyka pozostaje ta sama, zmienia się matematyka moralna.
Być może sposób, w jaki te historie są prezentowane, przyczynia się do wzrostu napięcia. Kompresja – przekształcanie skomplikowanych losów w fakty godne puenty – to siła napędowa mediów celebryckich. To rodzaj sloganu, który rozprzestrzenia się jak z rękawa: „Wnuk starszy od ciotki”.
Zachęca do reakcji, a nie kontekstu. Kontekst jest w tym przypadku ważny, ponieważ istnieje wiele czynników, które mogą prowadzić do wczesnego zostania dziadkiem, w tym obciążenia finansowe, oczekiwania kulturowe, podziały między wsią a miastem i czysty przypadek. Wszystko to nie nadaje się na wspólny nagłówek.
Trudno przeoczyć, jak opinia publiczna przekształciła rodzinne kamienie milowe w sport dla widzów, widząc, jak szybko komentarze się ścinają.
Kiedy ludzie mówią o „wartościach”, często mają na myśli dyskomfort – dyskomfort związany ze zbyt szybkim upływem czasu, niespodziewanym nadejściem dorosłości i przekonaniem, że można być dziadkiem i nadal wyglądać, jakby się grało w teledysku. Nawet w kraju, w którym ceni się rodzinę, werdykt może być zaskakująco surowy.
Jednak pod tym całym zamieszaniem kryje się bardziej stonowana historia: ta, którą tak naprawdę prowadzą sławni ludzie. Niemowlę owinięte w kocyk medyczny. Zmęczona młoda matka. Podczas gdy internet analizuje ich historię niczym miejsce zbrodni, dumny starszy rodzic stara się zachowywać normalnie. To, czy polski przemysł celebrycki kiedykolwiek nauczy się radzić sobie z takimi sytuacjami proporcjonalnie – mniej szyderstw, mniej liczenia, więcej realizmu – wciąż pozostaje niewiadomą. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że realizm nie jest tym, co przemawia do ludzi.
Na razie listy „najmłodszych dziadków” będą nadal krążyć, a komentarze będą nadal podkreślać jedno lub dwa nazwiska. Burza nie ma nic wspólnego z rodzicielstwem. Dotyczy ona ludzkich wyobrażeń o tym, jak powinno ono wyglądać, i poczucia zagrożenia, gdy tak się nie dzieje.
