Kiedy rynki zaczynają planować przyszłość, niewiele rzeczy potrafi wstrząsnąć ich pewnością równie skutecznie jak nieoczekiwany raport o inflacji. Grudniowe dane z Departamentu Pracy USA nie tylko przebiły prognozy – one diametralnie zmieniły ton rozmów na temat polityki pieniężnej.

Zamiast spodziewanego wyhamowania, inflacja producencka (PPI) wzrosła aż o 0,5%, a tzw. core PPI – nieuwzględniający żywności i paliw – podskoczył o 0,7%, co w ujęciu rocznym daje 3,3%. To oznacza, że ceny hurtowe nadal rosną szybciej, niż oczekiwało większość ekonomistów, a ich wpływ na detal może okazać się szczególnie dotkliwy w nadchodzących miesiącach.
Kluczowe dane z raportu o inflacji w USA (grudzień 2025)
| Wskaźnik | Wartość |
|---|---|
| Wzrost cen producentów (PPI) | +0,5% w grudniu |
| Roczna stopa PPI | 3,0% |
| Core PPI (bez żywności i paliw) | +0,7% w grudniu / 3,3% w skali roku |
| CPI (inflacja konsumencka) | +0,3% w grudniu |
| Roczna stopa CPI | 2,7% |
| Decyzja Rezerwy Federalnej | Stopy pozostają bez zmian |
| Deklaracja prezydenta Trumpa | „Inflacja się skończyła” – styczeń 2026 |
| Nominacja na szefa Fed | Kevin Warsh (kandydat Trumpa, oczekuje zatwierdzenia) |
Rynki finansowe zareagowały niemal natychmiast. Indeksy spadły, rentowności obligacji wzrosły, a oczekiwania wobec przyszłych decyzji Rezerwy Federalnej uległy szybkiemu przeformułowaniu. Inwestorzy, którzy liczyli na złagodzenie polityki pieniężnej już w pierwszym kwartale 2026 roku, musieli dostosować swoje założenia do nowych realiów.
Nie pomagał fakt, że zaledwie kilka dni wcześniej prezydent Donald Trump ogłosił, że inflacja została „rozwiązana”. Występując na wiecu w Iowa, mówił: „To już za nami. Ceny wyraźnie spadają”. Trudno było nie odczuć dysonansu, patrząc na te słowa w świetle oficjalnych danych, które – co najmniej – sugerują coś zupełnie odwrotnego.
Fed natomiast pozostał przy swoim. Rada decydująca o wysokości stóp procentowych zagłosowała za ich utrzymaniem, argumentując, że inflacja pozostaje „nieco podwyższona”. Z punktu widzenia instytucji odpowiedzialnej za stabilność gospodarczą, taka postawa wydaje się rozsądna – zbyt szybkie luzowanie mogłoby przyspieszyć tempo wzrostu cen, którego i tak nie udaje się skutecznie spowolnić.
Co ciekawe, niemal równolegle z publikacją danych, prezydent Trump ogłosił nominację Kevina Warsha na nowego szefa Fed. Warsh, który wcześniej zasiadał już w zarządzie banku centralnego, postrzegany jest jako ktoś bardziej otwarty na sugestie polityczne i mniej przywiązany do niezależności tej instytucji. Jego kandydatura została przedstawiona jeszcze przed zakończeniem kadencji Jerome’a Powella, co było wyraźnym sygnałem, że prezydent szuka szybszych efektów.
Tymczasem same dane makroekonomiczne pokazują, że inflacja nie znika magicznie po deklaracjach politycznych. Owszem, stopy procentowe działają jako skuteczne narzędzie hamujące, ale dopóki ceny producentów będą rosły w takim tempie, trudno oczekiwać szybkich obniżek. Tym bardziej, że konsumenci – jak pokazuje wskaźnik CPI – wciąż mierzą się ze wzrostem kosztów życia.
W tym kontekście szczególnie niepokojące jest to, że wzrosty nie dotyczą jedynie sektorów najbardziej wrażliwych, takich jak paliwa czy żywność. Core PPI, czyli inflacja bazowa, obejmuje znacznie szersze spektrum – od surowców przemysłowych po komponenty wykorzystywane w sektorze usług. To właśnie ten wskaźnik jest przez wielu analityków uznawany za bardziej miarodajny w długim terminie.
Dla przeciętnego obywatela te subtelności mogą wydawać się mało istotne, ale konsekwencje są realne – wyższe ceny hurtowe oznaczają, że sklepy i dostawcy usług wkrótce zareagują podniesieniem cen detalicznych. A to oznacza mniej pieniędzy w kieszeniach konsumentów, wolniejszy wzrost konsumpcji i więcej niepewności w planowaniu domowych budżetów.
Pamiętam, jak zaskakująco podobną sytuację obserwowałem w 2018 roku, kiedy również optymizm polityczny nie szedł w parze z realiami gospodarki. Wtedy – jak i teraz – rynek potrzebował kilku tygodni, by dostosować swoje oczekiwania.
Równocześnie, warto zauważyć, że nie wszystkie dane są jednoznacznie alarmujące. Inflacja konsumencka w grudniu wyniosła 0,3%, co w skali rocznej daje 2,7%. To poziom relatywnie bliski celowi Fed na poziomie 2%, choć nieco powyżej. Jednak połączenie rosnących cen producentów i utrzymującej się inflacji konsumenckiej tworzy zestaw, który raczej skłania do ostrożności niż do optymizmu.
Z drugiej strony, możliwe jest, że ten gwałtowny wzrost PPI to jednorazowe odbicie – efekt sezonowy, skokowy wzrost zamówień, zmienność kosztów energii. Jeśli kolejne raporty pokażą wyhamowanie, sentyment rynkowy może się szybko poprawić.
Na razie jednak prezydent nie może liczyć na wsparcie danych w swojej narracji. Niezależnie od deklaracji i nominacji, liczby mówią same za siebie. I dopóki nie zaczną pokazywać innego trendu, Fed najprawdopodobniej pozostanie przy dotychczasowej, ostrożnej polityce.
