W Nowym Jorku zimowe powietrze potrafi być ostre, szczególnie w lutowe wieczory, gdy wiatr odbija się od wieżowców Manhattanu i spada w wąskie ulice wokół Madison Square Garden. To właśnie tam Jeremy Sochan ma rozpocząć nowy rozdział swojej kariery. Dla 22-letniego skrzydłowego z Polski to moment, który wielu obserwatorów określa jako coś więcej niż zwykły transfer. Raczej kontrakt życia.

Sochan, wybrany z dziewiątym numerem w drafcie NBA w 2022 roku, przez ostatnie sezony budował swoją pozycję w San Antonio Spurs. Klub znany z cierpliwego rozwijania młodych talentów dał mu szansę gry przeciwko największym gwiazdom ligi. A jednak w lutym 2026 roku wszystko zaczęło się zmieniać. Po wykupieniu kontraktu przez Spurs zawodnik przyciągnął uwagę aż dziesięciu zespołów NBA. To sporo jak na gracza, który wciąż znajduje się na początku swojej drogi.
Polski sportowiec podpisuje kontrakt życia w NBA
| Informacja | Szczegóły |
|---|---|
| Zawodnik | Jeremy Sochan |
| Wiek | 22 lata |
| Pozycja | Skrzydłowy (Forward) |
| Draft NBA | 9. wybór w 2022 roku |
| Poprzedni klub | San Antonio Spurs |
| Nowy klub | New York Knicks |
| Wartość wcześniejszego kontraktu | ok. 12,6 mln dolarów (2024–2026) |
| Najbardziej znany polski gracz NBA | Marcin Gortat |
| Oficjalna liga | NBA |
| Strona referencyjna | https://www.nba.com |
Ostatecznie wybór padł na New York Knicks — klub z historią, która dla wielu koszykarzy wciąż ma niemal legendarny charakter. Gra w Madison Square Garden potrafi zmienić percepcję zawodnika niemal z dnia na dzień. Arena jest głośna, wymagająca, momentami brutalna w ocenie. Jednocześnie daje coś, czego brakuje wielu innym halom — poczucie, że każdy mecz jest wydarzeniem.
Trudno nie zauważyć, że Sochan trafia tam w szczególnym momencie swojej kariery. W 2024 roku podpisał dwuletnie przedłużenie kontraktu ze Spurs warte około 12,6 miliona dolarów. Dla młodego zawodnika to już poważne pieniądze. Ale w realiach NBA taki kontrakt bywa raczej początkiem niż szczytem. Wśród agentów i menedżerów ligi często mówi się, że prawdziwe kontrakty życia pojawiają się dopiero po kilku sezonach stabilnej gry.
Historia polskich koszykarzy w NBA jest stosunkowo krótka, ale nie brakuje w niej ciekawych momentów. Najbardziej znanym przykładem pozostaje Marcin Gortat, przez lata filar Washington Wizards. Kibice w USA nadali mu przydomek „Polish Machine”. Nie był gwiazdą pierwszych stron gazet, ale jego solidna gra pod koszem przyniosła mu pięcioletni kontrakt wart około 60 milionów dolarów. To wciąż punkt odniesienia dla kolejnych polskich zawodników próbujących swoich sił w lidze.
Sochan jest jednak graczem z zupełnie innego pokolenia. Wychowany częściowo w Wielkiej Brytanii, szkolony w amerykańskim systemie uniwersyteckim, porusza się po parkiecie z pewnością typową dla współczesnych skrzydłowych NBA. Potrafi bronić na kilku pozycjach, zmieniając tempo gry, często prowokując przeciwników do błędów. Patrząc na jego styl, trudno nie odnieść wrażenia, że trenerzy cenią go nie tylko za statystyki. Jest w nim coś nieprzewidywalnego.
Czasami przypomina to zawodników, których trenerzy opisują jako „koszykarskich klejów”. Graczy łączących różne elementy zespołu. Niekoniecznie zdobywających najwięcej punktów, ale wpływających na rytm meczu.
Droga Sochana do NBA była jednak dość nietypowa. Polska koszykówka rzadko produkuje zawodników trafiających do amerykańskiej ligi w młodym wieku. Wielu graczy rozwija się raczej w klubach europejskich. Dobrym przykładem jest Mateusz Ponitka, który kilka lat temu przyznał, że odrzucił propozycje z NBA, w tym ofertę Denver Nuggets w 2016 roku Decyzja była odważna. A może po prostu realistyczna.
W przypadku Sochana historia potoczyła się inaczej. Draft w 2022 roku otworzył drzwi do ligi, która wciąż pozostaje najbardziej prestiżowym koszykarskim środowiskiem na świecie. Od tamtej pory jego kariera rozwija się w tempie, które dla wielu młodych graczy w Europie wciąż wydaje się niemal nierealne.
Jest w tym wszystkim coś symbolicznego. Polska koszykówka przez lata pozostawała w cieniu wielkich europejskich potęg — Hiszpanii, Serbii czy Litwy. Każdy sukces zawodnika w NBA budzi więc w kraju szczególne emocje. Zwłaszcza gdy dotyczy gracza tak młodego.
Patrząc na jego przeprowadzkę do Nowego Jorku, można odnieść wrażenie, że to dopiero początek historii. Knicks to klub wymagający, a kibice w Madison Square Garden nie mają zwyczaju rozdawać cierpliwości za darmo. Jedna dobra seria meczów potrafi jednak zmienić wszystko. Jest też coś jeszcze. Coś trudnego do zmierzenia statystykami.
Watching a young European player stepping onto the floor of Madison Square Garden, wśród świateł i hałasu jednej z najsłynniejszych hal sportowych świata, trudno nie pomyśleć o drodze, którą musi przejść każdy zawodnik z Europy. Od małych hal treningowych, przez turnieje juniorskie, aż po parkiet NBA.
A teraz ta droga prowadzi przez Nowy Jork. I przez kontrakt, który dla Jeremy’ego Sochana może dopiero otwierać drzwi do czegoś znacznie większego.
