Na początku lat 90., gdy wiele polskich kobiet dopiero uczyło się mówić o swoich doświadczeniach głośno i bez wstydu, Paulina Młynarska już pisała i mówiła to, co niewygodne. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat, a za sobą rolę w filmie „Kochankowie mojej mamy” i kilka intensywnych prób odnalezienia siebie poza zawodem aktorki. To był moment, który wiele osób wybrałoby na oddech – ona wybrała mikrofon.

Wiek Młynarskiej bywał dla mediów punktem odniesienia – najpierw jako aktorki nastoletniej, potem dziennikarki dojrzewającej publicznie, aż w końcu – kobiety po pięćdziesiątce, która uczy się żyć na własnych zasadach. Dziś, mając 53 lata, nie musi już niczego udowadniać. Jej decyzja o zamieszkaniu najpierw na Krecie, a później we Francji, nie była ucieczką, lecz wyrazem potrzeby harmonii. Przemyślana i symboliczna – jakby chciała powiedzieć: tu jestem sobą, bez hałasu, bez presji.
Paulina Młynarska – podstawowe informacje
| Kategoria | Informacje |
|---|---|
| Imię i nazwisko | Paulina Młynarska-Hume |
| Data urodzenia | 15 listopada 1970 |
| Wiek | 55 lat (stan na 2026 rok) |
| Miejsce urodzenia | Warszawa |
| Zawód | dziennikarka, pisarka, nauczycielka jogi |
| Lata aktywności | od 1986 roku |
| Rodzice | Wojciech Młynarski, Adrianna Godlewska |
| Miejsce zamieszkania | Kreta (od 2018), Francja (od 2024) |
| Strona / profil publiczny |
W rozmowach, które prowadziła przez lata, zawsze była stanowcza, a przy tym niezwykle ludzka. Pamiętam, jak w jednym z wywiadów powiedziała, że „dorosłość to nie jest wiek, tylko decyzja, by być uczciwym wobec siebie”. Zatrzymałem się przy tym zdaniu na dłużej – nie tyle dlatego, że było błyskotliwe, ale ponieważ czułem, że naprawdę w nie wierzy.
W ostatnich latach Młynarska nie tyle zmieniła zawód, ile poszerzyła pole działania. Ukończyła kurs nauczycielski jogi i zaczęła prowadzić warsztaty dla kobiet. Nazwała je „Miejscem Mocy” – co brzmi może ezoterycznie, ale w jej ustach oznaczało raczej przestrzeń, w której można być słabą, kruchą i jednocześnie silną. To podejście – empatyczne i realistyczne – okazało się szczególnie potrzebne w czasach pandemicznego wypalenia i lęków, które nie odpuszczają tak łatwo.
Jednak nie wszystko w jej życiu przebiegało płynnie. Publicznie mówiła o depresji, PTSD, lękach – nie po to, by wzbudzać współczucie, ale by pomóc innym wyjść z cienia. W 2021 roku zdecydowała się na prewencyjną podwójną mastektomię. Dla wielu byłby to temat tabu – dla niej była to kolejna okazja do szczerej rozmowy o zdrowiu, lękach i decyzjach, które chronią życie.
Młynarska nigdy nie ukrywała swoich poglądów – jest feministką, ateistką, kobietą zaangażowaną. Brała udział w Strajku Kobiet, pisała felietony o przemocy, aborcji, codzienności kobiet w Polsce. Czasem ją za to hejtowano, czasem chwalono, ale zawsze mówiła: „Nie piszę, by mnie lubiano. Piszę, bo czuję, że muszę”.
Dziś, patrząc na jej drogę, można odnieść wrażenie, że każda dekada życia niosła inny sens. Lata 90. – szukanie języka. Lata 2000 – praca w mediach i książki. Lata 2010 – joga i wyjazd na Kretę. Lata 2020 – nowe życie we Francji i ślub z Kennethem Hume’em. W tych zmianach nie było przypadkowości – raczej intuicja połączona z odwagą, by mówić „nie” temu, co ją ograniczało.
Co ciekawe, mimo odejścia od mediów mainstreamowych, jej głos pozostał silny – przez książki, blogi, warsztaty. Nie potrzebowała studia telewizyjnego, by nadal wpływać na ludzi. W pewnym sensie stała się „instytucją osobistą” – żyjącą dowodem na to, że nie trzeba mieć trzydziestu lat, żeby być istotną. Trzeba mieć coś do powiedzenia i gotowość, by to powiedzieć.
Jej życie uczuciowe także odzwierciedlało potrzebę autentyczności. Pięciokrotnie wychodziła za mąż, by w końcu – mając ponad 50 lat – wybrać relację, która jest dla niej spokojem, a nie projektem do naprawiania. Jej ślub z Hume’em w 2024 roku nie był medialnym wydarzeniem, ale prywatnym świętem czułości i dojrzałości.
Dla kobiet patrzących na siebie krytycznie po czterdziestce, Paulina Młynarska jest jak drogowskaz. Pokazuje, że wiek może być początkiem, a nie końcem. Że wolność nie przychodzi z zewnątrz – trzeba ją sobie samej przyznać. I że najcenniejsze zdania pisze się wtedy, gdy już nikt nie oczekuje, że jeszcze coś napiszesz.
