W biurze sprzedaży jednego z nowych osiedli na obrzeżach Warszawy światło pali się od rana do wieczora. Ludzie siedzą przy stolikach, pochylając się nad planami mieszkań, jakby analizowali coś więcej niż tylko układ ścian. Jest w tym pośpiech, który trudno pomylić z przypadkiem. Możliwe, że wielu z nich czuje, iż czas nie działa już na ich korzyść.

Polacy masowo kupują mieszkania przed nadchodzącą zmianą przepisów, a licznik zainteresowania, według niektórych pośredników, zbliża się symbolicznie do „100 procent”. To oczywiście nie oznacza, że każdy obywatel kupuje nieruchomość, ale w rozmowach słychać przekonanie, że „jeśli nie teraz, to może być za późno”. Tego rodzaju zdania powtarzają się coraz częściej.
| Kategoria | Szczegóły |
|---|---|
| Kraj | Polska |
| Rynek | Nieruchomości mieszkaniowe |
| Główny powód | Nadchodzące zmiany przepisów od 2026 roku |
| Program wsparcia | „Mieszkanie na start” |
| Trend | Wzmożone zakupy mieszkań przed zmianą prawa |
| Konsekwencje | Rosnące ceny i malejąca dostępność |
| Referencja |
Zmiany, które mają wejść w życie w 2026 roku, obejmują nowe wymogi energetyczne i budowlane, które mogą podnieść koszty inwestycji. Deweloperzy, stojąc na placach budowy w kaskach i kamizelkach, przyznają nieoficjalnie, że przyszłe projekty mogą być droższe. Jest możliwe, że to właśnie ta perspektywa napędza obecny ruch.
W jednym z krakowskich biur nieruchomości agent opowiada o klientach, którzy podejmują decyzje szybciej niż kiedyś. Jeszcze kilka lat temu oglądali kilka mieszkań, porównywali, wracali. Teraz często rezerwują od razu. Patrząc na ich twarze, można dostrzec mieszankę ekscytacji i niepokoju.
Nie bez znaczenia są także zmiany w kredytach. Obniżki stóp procentowych sprawiły, że finansowanie stało się bardziej dostępne. Ludzie, którzy wcześniej odkładali decyzję, wrócili do banków. Jest w tym pewna ironia. Gdy pieniądz staje się tańszy, mieszkania zaczynają wydawać się droższe.
Program „Mieszkanie na start” dodatkowo zwiększył zainteresowanie, szczególnie wśród młodych kupujących. W jednym z nowych bloków w Gdańsku młoda para stoi na balkonie swojego przyszłego mieszkania, patrząc na miasto. Trudno nie zauważyć w ich spojrzeniu nadziei, ale także cień niepewności.
Inwestorzy również nie pozostają obojętni. Wielu z nich kupuje mieszkania nie po to, by w nich zamieszkać, ale by je wynajmować lub sprzedać później. Inwestorzy wydają się wierzyć, że ceny będą rosły. Nie jest jednak jasne, czy ten wzrost będzie trwał wiecznie.
Na placach budowy praca trwa bez przerwy. Dźwigi poruszają się powoli, jakby nie odczuwały presji czasu, która jest tak wyraźna w rozmowach klientów. Jest w tym kontrast, który trudno zignorować.
Niektórzy eksperci ostrzegają, że obecny boom może mieć swoje konsekwencje. Jeśli zbyt wiele osób kupuje pod wpływem presji, rynek może stać się niestabilny. Możliwe też jednak, że popyt utrzyma się na wysokim poziomie przez lata.
Spacerując wieczorem po nowych osiedlach, gdzie światła w oknach zapalają się jedno po drugim, można odnieść wrażenie, że każde z nich jest symbolem decyzji podjętej w pośpiechu. To decyzje, które będą miały wpływ na życie przez dekady.
Trudno nie zauważyć, że mieszkanie przestało być tylko miejscem do życia. Stało się inwestycją, zabezpieczeniem, czasem nawet wyścigiem z czasem.
Czy ten wyścig zakończy się sukcesem, czy rozczarowaniem, pozostaje pytaniem otwartym. Na razie jednak licznik wciąż rośnie.
