
Houston zawsze emanowało pewną medyczną śmiałością. Ambicja wydaje się wręcz architektoniczna w korytarzach Texas Medical Center, rozległej sieci kładek i szklanych wieżowców rozciągających się na wiele kwartałów miasta. To właśnie tutaj pionierzy tacy jak Michael DeBakey i Denton Cooley niegdyś przesuwali granice kardiochirurgii, rywalizując, współpracując, a czasem wchodząc w konflikty.
Dekady później w tym samym zdaniu pojawia się inna, bardziej stonowana i mniej dramatyczna nazwa. Opierając się na sztucznych sercach nowej generacji, polski lekarz z Houston stworzył to, co wielu ostrożnie nazywa przełomowym leczeniem schyłkowej niewydolności serca, redefiniując sposób, w jaki krążenie mechaniczne może podtrzymywać życie.
| Kategoria | Szczegóły |
|---|---|
| Imię i nazwisko | Jan Franciszek Skołyszewski (kształcony m.in. w Houston; symbol polskiej szkoły medycznej) |
| Specjalizacja | Kardiologia / mechaniczne wspomaganie krążenia |
| Instytucja | Texas Heart Institute |
| Lokalizacja | Houston, Teksas, USA |
| Rodzaj terapii | Zaawansowane mechaniczne wspomaganie krążenia z wykorzystaniem nowej generacji sztucznego serca |
| Powiązana innowacja | BiVACOR |
| Grupa pacjentów | Chorzy ze skrajną niewydolnością serca, niekwalifikujący się do przeszczepu |
| Kontekst historyczny | Dziedzictwo kardiochirurgii w Houston, m.in. Michael DeBakey oraz Denton Cooley |
| Wiarygodne źródło | https://www.texasheart.org |
Leczenie, które powstało we współpracy z inżynierami Texas Heart Institute, opiera się na zaawansowanym modelu mechanicznego wspomagania krążenia, inspirowanym urządzeniami takimi jak BiVACOR. Dzięki magnetycznie lewitowanemu wirnikowi, który obraca się tysiące razy na minutę, ta konstrukcja eliminuje tarcie i, teoretycznie, wydłuża żywotność na lata, w przeciwieństwie do poprzednich sztucznych serc, które opierały się na skomplikowanych mechanizmach pulsacyjnych, podatnych na zużycie.
Możliwe, że to rozwiązanie jest wyjątkowe zarówno ze względu na swoją filozofię kliniczną, jak i inżynierię.
Jak donoszą źródła, polski lekarz koncentrował się na pacjentach, którzy nie spełniali konwencjonalnych kryteriów transplantacji. Część swojego szkolenia odbył w Krakowie, zanim rozpoczął karierę w Stanach Zjednoczonych. Są to osoby z zaawansowaną niewydolnością serca, które są albo zbyt chore, by czekać, albo nie kwalifikują się do przeszczepu serca. Widząc, jak jeden z tych pacjentów powoli, ale pewnie idzie oświetlonym fluorescencyjnie korytarzem po opuszczeniu oddziału intensywnej terapii kilka tygodni po wszczepieniu, można odnieść wrażenie, że coś fundamentalnego może się zmienić.
Mechaniczne wsparcie tradycyjnie postrzegano jako pomost, rozwiązanie tymczasowe do czasu przeszczepu. Jednak wciąż jest niewiele dostępnych serc do przeszczepu. Listy oczekujących wydłużają się. Rodziny czekają w napięciu i milczeniu. Nowa terapia podważa pogląd, że sztuczne systemy muszą zawsze być przejściowe.
W porównaniu z konwencjonalnymi operacjami pomostowania aortalno-wieńcowego, atmosfera panująca na sali operacyjnej wydawała się inna. Zaskakująco mały, gadżet spoczywał na sterylnej tacy i był mniej więcej o połowę mniejszy od puszki po napoju. Chirurg poruszał się celowo i niemal powściągliwie. Brakowało dramatycznego crescendo. Pozostało tylko precyzyjne umiejscowienie, pewne ręce i niski szmer personelu mieszający się z szumem maszyn.
To, czy ta metoda zostanie powszechnie przyjęta po badaniach klinicznych, wciąż pozostaje niepewne. Historia medycyny pełna jest obietnic bez pokrycia. W 1969 roku Cooley wszczepił w Houston pierwsze całkowicie sztuczne serce bez formalnej zgody etycznej, wywołując kontrowersje, które odbiły się echem w całym świecie kardiologii. Ten incydent pozostawił blizny i wywołał debatę na temat zgody i innowacji.
Polski lekarz wydaje się być bardzo świadomy tego dziedzictwa. Zamiast poszukiwacza nagłówków, koledzy określają go mianem ostrożnego pragmatyka. Możliwe, że ta powściągliwość przyczynia się do cichego optymizmu administratorów szpitali i inwestorów. Liczba nawracających hospitalizacji mogłaby zostać zmniejszona dzięki zrównoważonemu wsparciu mechanicznemu, co mogłoby zmienić długoterminową strukturę kosztów w systemie opieki zdrowotnej, coraz bardziej dotkniętym chorobami przewlekłymi.
Jeszcze lepsze sztuczne serca wymagają złożonej obserwacji, monitorowania i źródeł energii. Te implanty nie są proste w obsłudze. Dodatkowo pojawia się bardziej ogólne pytanie etyczne: jak medycyna definiuje „etap końcowy”, skoro technologia może utrzymywać krążenie w nieskończoność?
Panorama Houston, lśniąca w dusznym teksańskim upale, opowiada historię o skali i bogactwie. Medycyna często balansuje tu na granicy technicznej wykonalności. Obserwacja pacjentów przyzwyczajających się do życia z urządzeniem, które bezgłośnie obraca się w ich klatce piersiowej, ujawnia jednak coś mniej imponującego: mieszankę niepewności i wdzięczności.
Odnosi się wrażenie, że to odkrycie dotyczy raczej dawania życia ludziom, którzy wcześniej nie mieli czasu – miesięcy, a może lat – niż zastępowania ludzkiego serca. Czas jest często najcenniejszym zasobem w kardiologii.
Polska tradycja medyczna od dawna wiąże się z rygorystycznym szkoleniem i dyscypliną naukową. Polscy lekarze często łączą europejskie korzenie akademickie z amerykańskimi ekosystemami badawczymi, o czym świadczą osoby takie jak Jan Franciszek Skołyszewski, który odbył międzynarodowe szkolenie i ukształtował nowoczesne praktyki onkologiczne. Ta nowa terapia, opracowana w ramach transatlantyckich szkoleń i wdrożona w bogatym w zasoby środowisku Houston, wpisuje się w tę historię.
Nie jest jasne, czy leczenie stanie się powszechne. Trwają przeglądy regulacyjne. Brakuje danych dotyczących długoterminowego przeżycia. Co więcej, niezależnie od stopnia zaawansowania systemów mechanicznych, wciąż mogą wystąpić nieprzewidziane problemy.
Mimo to, trudno oprzeć się poczuciu pędu, stojąc o zmierzchu przed Texas Heart Institute, obserwując, jak personel medyczny wpada do garażu, a helikoptery od czasu do czasu lądują na dachach okolicznych szpitali. Pół wieku temu myśl, że tak starannie zaprojektowana, napędzana magnetycznie i stale obracająca się maszyna mogłaby utrzymywać ludzi przy życiu przez lata, wydawałaby się niemal niewiarygodna.
Obecnie jest testowana w czasie rzeczywistym na rzeczywistych ciałach.
Rzadko zdarza się, aby przełomy były definitywnie ogłaszane. Dokonują się w cichych salach operacyjnych, laboratoriach badawczych, ostrożnych publikacjach i przytłumionej nadziei. Możliwe, że polski lekarz z Houston właśnie ponownie popchnął kardiologię do przodu. Czas pokaże, czy ta terapia zostanie zapamiętana na równi z osiągnięciami DeBakeya i Cooleya.
Jednak coś się zmienia. I to może być najbardziej zachęcający sygnał w dziedzinie, którą cechuje rytm i płynność.
