Joanna Jabłczyńska wygłosiła stwierdzenie, o którym wiele osób tylko myśli, ale nigdy nie wypowiada go na głos: można być dojrzałą, intelektualną kobietą i wciąż nie zdawać sobie sprawy, że ktoś cię zdradza. Nie było to oświadczenie przygotowane przez dział PR; raczej jej własne myśli, jakby w końcu dała sobie pozwolenie na głośne myślenie.

W podcaście opowiedziała o sytuacji, w której miała całkowitą wiarę w siebie, nie pozostawiając miejsca na wątpliwości. Nie było żadnych oczywistych wskazówek, takich jak zmienione hasła, opóźnione powroty do domu czy niespodziewane podróże służbowe. Jak to bywa, zdrada może być szczególnie dobrze maskowana przez rutynę codziennego życia, w którym wszystko się wydarzyło.
Joanna Jabłczyńska – dane podstawowe
| Imię i nazwisko | Joanna Natalia Jabłczyńska |
|---|---|
| Data i miejsce urodzenia | 9 grudnia 1985, Warszawa |
| Zawód | Aktorka, prawniczka, piosenkarka, prezenterka |
| Znana z | Serial „Na Wspólnej”, dubbing, działalność społeczna |
| Najgłośniejsze wyznanie | Zdrada partnera, o której dowiedziała się po fakcie |
| Źródło |
Stwierdzenie „Oddałabym za niego życie dzień wcześniej” zostało wypowiedziane spokojnie i bez emocji, ale wywarło silny wpływ. Ukazują one skalę jej poświęcenia i rozbieżność między jej postrzeganiem a rzeczywistością. Wiele kobiet, analizując swoje własne związki, używa dziś tego cytatu jako punktu odniesienia.
Jej opis własnego zdumienia szczególnie się wyróżniał. Twierdziła, że „połykała wszystko jak pelikan” – stwierdzenie tak uderzające, że trudno znaleźć bardziej bezpośredni, unikający pytań obraz zaufania. Podobnie jak otwarte drzwi, przez które każdy może wejść, to zaufanie było jednocześnie wykwintne i niezwykle ryzykowne.
Jedną ze szczególnie dotkliwych konsekwencji wyznania aktorki było to, że setki kobiet zaczęły wysyłać jej prywatne wiadomości. Podziękowano jej. Opowiedziały o swoich historiach. Niektóre przyznały się do niewierności po raz pierwszy, inne przyznały się do tłumienia oznak, których nie chciały widzieć przez lata. Było to nieprzewidziane, ale bardzo znaczące wydarzenie. Pokazuje ono, jak emocjonalna transparentność może służyć jako lustro, ujawniając coś zarówno nam samym, jak i innym ludziom.
Chociaż „były mąż” – który w rzeczywistości nigdy nie istniał – był przedmiotem gwałtownej uwagi mediów, sama Jabłczyńska nigdy nie użyła tego określenia. I słusznie. Chodziło o poziom zaangażowania, tak wielkiego, że można go postrzegać jako małżeństwo zawarte nie w urzędzie stanu cywilnego, ale z sercem, a nie z formalnościami.
Przez wiele lat Jabłczyńska publicznie kreowała się na osobę silną, zdolną i wszechstronną. Tym razem pokazała inny aspekt – kogoś, kto popełnił błąd. To przyznanie nie zaszkodziło jej reputacji. Wręcz przeciwnie, sprawiło, że było niezwykle autentyczne. Udowodniła, że bycie wartościowym nie wymaga perfekcji. I że o porażce można mówić w sposób zarówno emocjonalnie intensywny, jak i opanowany.
W jednym z komentarzy jasno dała do zrozumienia, że nie żałuje, że się odezwała. Miała nadzieję, że jej doświadczenie komuś pomoże, mimo że zdawała sobie sprawę, że media będą stosować clickbait, a internet będzie nadmiernie upraszczał. Miała rację, jak się okazało. Potrzebujemy historii przekazywanych szczerze, bez lukrowania i defensywy, o czym świadczą reakcje.
Jabłczyca nie musiała wskazywać winowajcy. Jej relacja nie była manifestem ani formą odwetu. Była raczej refleksją. Okazją do zamknięcia rozdziału i udzielenia wsparcia tym, którzy jeszcze nie zmierzyli się ze swoimi zdradami.
Jej historia trafia do pokolenia wychowanego w przekonaniu, że porażki można uniknąć, jeśli jesteśmy „wystarczająco dobrzy”. Nawet najbardziej zorganizowane jednostki dają się jednak oszukać. Dzieje się tak, ponieważ kochają, a nie dlatego, że są słabe.
Jej wyznanie staje się jeszcze bardziej intrygujące, ponieważ jest zaskakująco przemyślane i pozbawione urazy. To jak pisanie wiadomości do samego siebie w przyszłości: „Przetrwasz, bo już raz to zrobiłeś”. Biorąc pod uwagę mnogość nieskazitelnych zdjęć ludzi, którzy nigdy nie popełniają błędów, takie głosy są szczególnie potrzebne w dzisiejszym świecie. Mimo to, zdarzają się. Wszyscy je popełniają. Mówiąc wprost, nie każdy ma odwagę, by mówić o tym tak szczerze.
