Zaczęła cicho, ale jej głos niósł się. W ciągu kilku chwil w sali zapanowała cisza. Członkowie komisji przestali przeglądać swoje dokumenty. Jej słowa – wyjątkowo jasne i precyzyjne emocjonalnie – przebiły się przez biurokratyczną atmosferę przesłuchania. Celebrytka siedząca przed mikrofonem weszła na salę nie jako gość polityczny, ale jako głęboko kompetentny i niespodziewanie przekonujący głos w obronie zwierząt gospodarskich.

Podczas przesłuchania w styczniu 2026 roku dołączyła do panelu opowiadającego się za całkowitym zakazem uboju bez ogłuszania i stopniową eliminacją systemów klatkowych dla zwierząt gospodarskich. Dla wielu posłów było to znane terytorium, często ujęte w kategoriach legislacyjnych lub w kategoriach ekonomicznych. Jednak tego ranka rozmowa ewoluowała. Jej zeznania wniosły niezwykle ludzki wymiar do tego, co w przeciwnym razie mogłoby pozostać procesem technokratycznym.
| Informacja | Szczegóły |
|---|---|
| Temat | Wystąpienie celebrytki podczas posiedzenia komisji sejmowej |
| Data wydarzenia | Styczeń 2026 |
| Miejsce | Sejm RP, Warszawa |
| Kontekst | Debata nad zakazem uboju bez ogłuszania i likwidacją hodowli klatkowej |
| Osoba zabierająca głos | Znana celebrytka i aktywistka (nazwisko pominięte w dokumentach sejmowych) |
| Kluczowe postulaty | Zakaz uboju bez ogłuszania, zakaz klatek dla kur i loch |
| Eksperci obecni na komisji | Weterynarze, prawnicy, ekolodzy, przedstawiciele NGO |
| Reakcja polityków | Podzielona – część wspiera, inni podnoszą kwestie gospodarcze |
| Nastroje podczas obrad | Wysokie napięcie, przerywane oklaskami, emocjonalne głosy obu stron |
| Znaczenie medialne | Duże – cytowane przez ogólnopolskie redakcje, obecność transmisji online |
Dzięki bliskiej współpracy z weterynarzami i organizacjami oddolnymi, przybyła przygotowana z historiami – niektóre niepokojącymi, inne zakorzenionymi w reformach. Opowiedziała, jak locha zamknięta w kojcu porodowym przez tygodnie nie mogła nawet odwrócić się. Przytoczyła dane z raportów UE, z których wynika, że ponad 30 milionów zwierząt rocznie poddaje się ubojowi bez uprzedniego ogłuszenia. Jej wypowiedź przebiegła spokojnie, ale każdy fakt był bardzo istotny.
Jeden z posłów zapytał, czy takie sformułowanie nie jest zbyt emocjonalne jak na dyskusję parlamentarną. Jej odpowiedź – krótka i przemyślana – wskazywała, że opisane cierpienie nie było wyimaginowane, a udawanie, że jest inaczej, byłoby mylące. Ta odpowiedź wydała mi się zarówno niezwykle skuteczna, jak i niezwykle odważna jak na osobę publiczną, której główna kariera nie jest związana z debatą polityczną.
Zwolennicy rolnictwa przemysłowego ripostowali, przedstawiając wypowiedzi dotyczące miejsc pracy, tradycji i cen żywności. Ostrzegali, że zbyt szybkie wdrożenie tych reform zdestabilizuje niektóre obszary gospodarki, zwłaszcza na obszarach wiejskich. Przedstawiciel przemysłu mięsnego podzielił się prognozami wzrostu importu i potencjalnego zamykania małych gospodarstw. Argumenty nie były nowe, ale ich ton był wyraźnie defensywny.
To, co uczyniło to przesłuchanie szczególnie przekonującym, to sposób, w jaki ominęła konfrontację. Nie oskarżała. Zachęcała do refleksji. Wspominała o innych krajach UE, które już przyjęły surowsze przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt i zachowały odporność ekonomiczną. Jej strategia była prosta: przeformułować debatę z kompromisów na wspólne wartości.
Dla kontekstu, omawiane przepisy proponowały trzyletni plan przejściowy mający na celu wyeliminowanie klatek dla kur i świń oraz definitywne zakończenie uboju bez ogłuszania. Świadkowie weterynarii zeznawali, że ból fizyczny i stres psychiczny obserwowany u zwierząt w obecnych praktykach można było uniknąć dzięki stosunkowo niewielkim reformom. Świadomość zwierząt, niegdyś uważana za temat marginalny, stała się istotna prawnie – i moralnie paląca.
Dzięki strategicznym partnerstwom celebrytka nawiązała współpracę z takimi postaciami jak Chris Packham i dr Alice Brough, szanowanymi obrońcami praw zwierząt. Nie był to chwyt reklamowy. To była starannie zaplanowana próba nagłośnienia pomijanych dowodów w sposób, który publiczność by podążyła.
Media społecznościowe, które często fragmentaryzują debatę, niespodziewanie stały się jednolite w tonie. Fragmenty jej zeznań krążyły błyskawicznie, zwłaszcza fragment, w którym pytała: „Skoro zwierzę potrafi odczuwać strach, po co uchwalać prawo, które zmusza je do umierania ze strachu?”. Pytanie nie było retoryczne ani dramatyczne. Trudno było je po prostu zignorować.
W kolejnych godzinach komisja wnioskowała o odroczenie wszelkich wiążących decyzji, powołując się na potrzebę dodatkowych konsultacji. Źródła wskazywały jednak, że odroczenie było raczej taktyczną pauzą niż grą na zwłokę. Presja społeczna przybrała na sile, a nie osłabła. Ministrowie, którzy wcześniej unikali tej kwestii, zostali teraz poproszeni o wyjaśnienie swoich stanowisk.
Sytuacja ta przypominała uderzająco podobne sytuacje z wcześniejszymi kampaniami – Joanny Lumley w sprawie praw Gurkhów czy wieloletniego zaangażowania Briana Maya w reformę odstrzału borsuków. W każdym przypadku zaangażowanie celebrytów nie osłabiało przekazu, a wręcz go wzmacniało. Takie sojusze, zawierane z rozmysłem i pokorą, mogą być szczególnie korzystne dla spraw, które wcześniej miały trudności z przebiciem się przez szum legislacyjny.
Gdy przesłuchanie dobiegło końca, wyszedłem na korytarz i usłyszałem, jak dwie posłki omawiają jej zeznania. Jedna z nich niechętnie przyznała, że „uczyniła je osobistymi w sposób, którego nikt z nas się nie spodziewał”. Powiedziała to bez cynizmu.
W ciągu ostatniej dekady debaty na temat etyki żywności zintensyfikowały się w całej Europie, ale dyskusje polityczne w Polsce często pozostawały w tyle. Teraz jednak głosy opinii publicznej zmieniają te ramy czasowe. Nie dlatego, że krzyczą głośniej, ale dlatego, że łączą kwestie, które wcześniej były odizolowane – zootechnikę, ekonomię obszarów wiejskich i sumienie wyborców.
